to są dni niebieskie
dni zdziczałe w swojej melancholii
kiedy idę wprost na księżyc
noc mi się niebiesci błekitem
a na oknie wypalam
już filtr od papierosa
do czarnych granic płuc
zamyslona zapętlona
granica wynaturzenia
deżawu przy kolejnej filiżance
czarnej jak szatan
i gorzkiej niczym łzy
muzyki
takie Nevermore
i Victim of Fate
trucizna! Alice Coopera
a może raczej Alicji
po stronie lustra drugiej
a najchętniej to sprzedałabym swoje serce w kamien
taka ofiara losu
ze szklanką przy scianie
oddalonej o jakies trzysta kilometrów
w swej nedzy przedzenia
losu
nie mojrą jestem
lecz karakonem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz