pierwszego dnia miesiąca
po pięciu dniach ciszy udawania
poszłam się powiesić
wypiłam czerwoną jak paznokcie herbatę
przegryzłam poszarpanego jak dusza herbatnika
pomyślałam
raz się żyje
i umarłam
była dziewiętnasta
tak sobie jawiłam
słońce zachodzi
i jeżeli nie potrzymasz mnie za rękę
nic nie szkodzi
mam diabła na ramieniu
oh przepraszam za foux pas
właśnie dynda na lampie
huśta mną
mamy ubaw
jak dzieciątko na huśtawce z mamusią
powiedziałam nie czas na żal
ty tu ja tam na odwrót być może
nieważne
smażę się na ostro nigdy nie grzeszyłam słodyczą
gramy z Szatanem w pokera
ostatnie rozdanie kart
mówi że nie przyjdziesz bo nie jestem Eurydyką
miejsce na szatański śmiech
może nawet się zaprzyjaźnimy
śmierć chaos i ja
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz