zimno i powiedziałabym
zapachniało jesienią
tylko gdzie gorące maliny
i mrożone kawy na kawiarnianych stolikach
rozpasały się uczucia jak emocje
dążą skąd donikąd i bije
bije jak dzwon na dziewięć stron świata
wielkie oczyszczenie
winny uśmiech twarzy co kąciki
oczu do oczu i z duszy co piękne
podnosi
dbasz o mnie jak tajemnica
intrygujesz i tylko pytanie stawiam
gdzie lato odeszło
co zacząć się nigdy nie miało
opadły więc słowa jak liście z drzew
nasza wspólna niesmaczna jesień
przeterminowanych kroków
nikotyną wielbiłam ukoronowanie wszechrzeczy
tymczasem on pojawiał się jako pies
i z ran zlizywał rany
jako zbawiciel
rozpięty na skrzydłach nieba
spopielałam cała
uklękłam i nie było już złudzeńa
były marzenia tak piękne w spełnieniu
i milowe kroki pośród leśnych rubieży
zapytam czy to oczyszczenie
pomyślę ręce złożę
nie do modlitwy a
skądże jakże to tak
wierzyć
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz