a on ubrany był w zieleń
wyrastał na drogach
przez beton codziennych spraw
kiełkował czucie
przez korytarz asfaltowych dni
przedzierał się wrastając
w oddech miasta
przywiązany do kominów fabryk
nie widział nieba pod kopułą
spalin wydychanych
ze zmysłowych i brudnych
wiernych i zdradliwych
kochających i nienawidzących
ust
jej ust
a on chciał kochać
mimo zgiełku dnia
szarości ludzi
on tylko prosił
o promień słońca
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz