spowiadam się z niego
zrzekam na amen
i cztery spusty
ja klucznik zamykam drzwi
rdzewieję metalowe części
wodą i słońcem niepamięci
koroduję każdy wytrych kłódkę
łańcuch wokół ciała owinięty
a bram było wiele
przekraczanych smakiem fasolki na obiad
i lampką absyntu na wieczór
spojrzeniem krwią miesięczną
śmiercią i życiem
umarł mój raj, niech żyje raj!
otwarty na oścież
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz