spokój jest nieosiągalny
wiedzą o tym moje wcale niekrótkie dłonie
wymięte
jak świat
i traktat o niepotrzebnej nikomu filozofii
poezji
półprawdy w drodze donikąd
wysublimowane usta złożone do pocałunku
słowa ze mnie scałuj
scałuj mnie całą
z tej białej kartki papieru wytnij
mnie
oczaruj mnie półfałszem
w drodze do szczęścia
mnie zapal
spokój jest obłąkanym wychowankiem
domów z papieru
i mostów z kart
niezapisanych ksiąg
wie o tym mój nie do końca ograniczony umysł
myśli które głodne serca
wędrują pomiędzy oknami tramwajów
pociągowe zwierzę
ja słowo
żyję szczęściem
niby półsłówkiem
które w brzmieniu i wierze
prawdziwym
środa, 25 lipca 2012
dywagacje
w zgięciu ramion nie mieści się
niechęć do niewypowiedzianych
conocnych dywagacji sennych
gdy pomiędzy jednym słowem a drugim wyrazem można
całą historię opowiedzieć
spadłam z drzewa
życia
spotkałam kwiaty wijące
się wśród bluszczu tak podstępnie
niechybnie ogarną cały świat
ta zmiana jak burza
westchnięcie jak krótki przejaw życia topielca
martwe deszcze kołysanką na dobranoc tulą
przytulam się do
połamanych krzeseł
złamanych nóg
i przestrzelonych serc
przytulam się dostatnie
tak właśnie jakbyś chciał
uciekam
niechęć do niewypowiedzianych
conocnych dywagacji sennych
gdy pomiędzy jednym słowem a drugim wyrazem można
całą historię opowiedzieć
spadłam z drzewa
życia
spotkałam kwiaty wijące
się wśród bluszczu tak podstępnie
niechybnie ogarną cały świat
ta zmiana jak burza
westchnięcie jak krótki przejaw życia topielca
martwe deszcze kołysanką na dobranoc tulą
przytulam się do
połamanych krzeseł
złamanych nóg
i przestrzelonych serc
przytulam się dostatnie
tak właśnie jakbyś chciał
uciekam
dorastanie
wysublimowane zapięcie
poniżej linii podbródka
gdzieś pomiędzy zawsze a do ni kąd
podpościelowe opowieści na dobranoc
zimnych stóp
dorastam w tobie
poniżej linii podbródka
gdzieś pomiędzy zawsze a do ni kąd
podpościelowe opowieści na dobranoc
zimnych stóp
dorastam w tobie
feniksuję
spokojne westchnienie
oddech wyjustowany każdym słowem
usta złożone do kołyszących bioder nocy
ramieniem obejmuje ściany
białe ściany
kobiece ściany dwóch dłoni
wewnętrznej strony
nie ciała
nie duszy
myśli w lekkim wzburzeniu
wędrują po labiryntach podłóżek
cicho
nie może mnie znaleźć
jedna twarz zbyt zmęczona
na dwa oblicza
obdzieram emocje
z nadwidoku
pojawiam się
oddech wyjustowany każdym słowem
usta złożone do kołyszących bioder nocy
ramieniem obejmuje ściany
białe ściany
kobiece ściany dwóch dłoni
wewnętrznej strony
nie ciała
nie duszy
myśli w lekkim wzburzeniu
wędrują po labiryntach podłóżek
cicho
nie może mnie znaleźć
jedna twarz zbyt zmęczona
na dwa oblicza
obdzieram emocje
z nadwidoku
pojawiam się
pisząca wiersze
z niepewności utkane jest moje ciało
pomiędzy jedną prozą a drugą
układam się do snu
niebieski krwawy blues
z krzyku pisze się przecież wiersze
Z wątpienia utkane moje palce drżące
papierosem natchnione
dwie piersi
złamię swoje kości
z bólu przecież pisze się wiersze
odkrywam znamiona na ciele
pożądliwie do księżyca
rzęsy układam
powieki swoje wyrywam
ze zdrady milczącej pisze się wiersze
układam się w oddaniu do snu
z imieniem chrystus na ustach
zbawiciel winien
katuję swe myśli
z niedopowiedzeń pisze się wiersze
kropkę stawiam
nad A
przeboskim
imieniem moim niebo wybrukowane
pychą mą ziemia po której stąpasz
pomiędzy jedną prozą a drugą
układam się do snu
niebieski krwawy blues
z krzyku pisze się przecież wiersze
Z wątpienia utkane moje palce drżące
papierosem natchnione
dwie piersi
złamię swoje kości
z bólu przecież pisze się wiersze
odkrywam znamiona na ciele
pożądliwie do księżyca
rzęsy układam
powieki swoje wyrywam
ze zdrady milczącej pisze się wiersze
układam się w oddaniu do snu
z imieniem chrystus na ustach
zbawiciel winien
katuję swe myśli
z niedopowiedzeń pisze się wiersze
kropkę stawiam
nad A
przeboskim
imieniem moim niebo wybrukowane
pychą mą ziemia po której stąpasz
stra(ch)sznie niepewna
w strach weszłam
garstką słów
(nie)obcych
w strach żeśmy weszliśmy
i pytasz
zawrotnie
święcę
odpowiedź donikąd
strachliwe niepewni
amen, kochanie
uwolnij
tę drogę
garstką słów
(nie)obcych
w strach żeśmy weszliśmy
i pytasz
zawrotnie
święcę
odpowiedź donikąd
strachliwe niepewni
amen, kochanie
uwolnij
tę drogę
niewiosna
na krótko ta (nie)wiosna przyszła
kobietą zwana zielona awaria
skrzy się w oddali niebieski śnieg
nieba
nam brakło w obawie
przed
kobietą zwana zielona awaria
skrzy się w oddali niebieski śnieg
nieba
nam brakło w obawie
przed
cisza. nic więcej
a ze skrytości ciała
melodia cicho
przez me dłonie gra
z niewinności myśli
rozkoszy kwiat
pąk wiosenny rodzący się w świetle oczu
z ciebie skrytość serca
spijam
melodia cicho
przez me dłonie gra
z niewinności myśli
rozkoszy kwiat
pąk wiosenny rodzący się w świetle oczu
z ciebie skrytość serca
spijam
podana
jak oszalałe serce bije
i pomyśleć
że wcześniej mijałam tam rozbity słoik
z ogórkami
aż cztery razy
historii nieszczęśliwych
czwarta wiosenna
świeża zimową porą
na chodniku zielono
lekką rozkoszą dwóch dłoni porosło
topnieje beton
pod naszymi stopami
zapadają się miejsca siedzące
w tramwajach
filmy jak gdyby na jedną melodię
a wszystkie oczy zwrócone na nas
ściany porosły splecionym bluszczem
spocone blaty krzyczą o jeszcze
wydrapuję na murach
Twoje imię
słoik
już cały
leżał jak leży
i pomyśleć
że wcześniej mijałam tam rozbity słoik
z ogórkami
aż cztery razy
historii nieszczęśliwych
czwarta wiosenna
świeża zimową porą
na chodniku zielono
lekką rozkoszą dwóch dłoni porosło
topnieje beton
pod naszymi stopami
zapadają się miejsca siedzące
w tramwajach
filmy jak gdyby na jedną melodię
a wszystkie oczy zwrócone na nas
ściany porosły splecionym bluszczem
spocone blaty krzyczą o jeszcze
wydrapuję na murach
Twoje imię
słoik
już cały
leżał jak leży
bez głębi nienawistność do świąt w pełni
taka nieograniczona ochota na tłuszcz
bo pójdzie w biust
kuchenne smaki
siedmiu westchnień pragnienia
że ciało do ciała
otarcie
troszeczkę oregano do smaku
dopieprzyć
smażyć go w piekle
nienawistnie
odradzać
w każdej wiosennej nowalijce
widzisz
zające popierdalają po łące
pięknie jest
pogoda ochota
zjem.
na śmierć.
bo pójdzie w biust
kuchenne smaki
siedmiu westchnień pragnienia
że ciało do ciała
otarcie
troszeczkę oregano do smaku
dopieprzyć
smażyć go w piekle
nienawistnie
odradzać
w każdej wiosennej nowalijce
widzisz
zające popierdalają po łące
pięknie jest
pogoda ochota
zjem.
na śmierć.
szacunki i tradycyje
betonowonamacalne
momenty chwały
przeterminowane do granic
kamienia
podobno
gołębie leją na nasze pomniki
podobno
turyści deptają po Mickiewiczu
podobno
chodnik zbrukany kostką brukową
podobno
ktoś opluł Krzyż Katyński
nie zarejestrowałam tego cyfrowo
bez dowodów
nadal mogę sobie wierzyć
w szacunek i tradycję
momenty chwały
przeterminowane do granic
kamienia
podobno
gołębie leją na nasze pomniki
podobno
turyści deptają po Mickiewiczu
podobno
chodnik zbrukany kostką brukową
podobno
ktoś opluł Krzyż Katyński
nie zarejestrowałam tego cyfrowo
bez dowodów
nadal mogę sobie wierzyć
w szacunek i tradycję
dekadencja
nastroje nadpodłogowe
lekka dekadencja
i że siebie nazwę dekadencją
jak kobietę nazywam
lekkie zatarcie granic
pomiędzy moralnością a tym co nią nie jest
"puff and poke, puff and poke"
dym popiół kawa
dialog z samą sobą
"touches the grand"
i że Baudelaire w tym dialogu
dumnieję
profanuję kawałek ciało po kawałeczku
lekka dekadencja
i że siebie nazwę dekadencją
jak kobietę nazywam
lekkie zatarcie granic
pomiędzy moralnością a tym co nią nie jest
"puff and poke, puff and poke"
dym popiół kawa
dialog z samą sobą
"touches the grand"
i że Baudelaire w tym dialogu
dumnieję
profanuję kawałek ciało po kawałeczku
krakowsko po grodzkiej, planty, Piękny Pies
przeterminowałam się
wstrząśnięta i zmieszana
"jedna linijka przeciw tobie"
chciałoby się cytować
całociałopalenie
chodzę
w kółko się kręcę po kolejnych
twarzach Krakowa
chciałoby się osiąść
głowę w poduszkę złożyć
i nie chcieć więcej
szalenie długa noc
mojego serca
chciała końca
twarz z twarzą złożyć
i nie chcieć więcej
odwrócić co zaczęte
z drogi zawrócić
tak niekompletna w próbach
ratowania wczoraj
wstrząśnięta i zmieszana
"jedna linijka przeciw tobie"
chciałoby się cytować
całociałopalenie
chodzę
w kółko się kręcę po kolejnych
twarzach Krakowa
chciałoby się osiąść
głowę w poduszkę złożyć
i nie chcieć więcej
szalenie długa noc
mojego serca
chciała końca
twarz z twarzą złożyć
i nie chcieć więcej
odwrócić co zaczęte
z drogi zawrócić
tak niekompletna w próbach
ratowania wczoraj
krakowsko tak świeżo i wiernie jak Piękny Pięs
nie wierszem piszę a uczuciem spod palcy
i nie słowa w kolejne wersy składam
a emocje tańczące na końcu języka
smutkiem nie gardzę i smutku się nie wyrzekam
wyrzekasz oczyma za mnie
boję się mniej i strachu we mnie więcej
gdy jesteś
oddalony
nie jesteś wszechświecie
Krakowie
ulico kolejna którą nie stopy niosą
a wspomnienia tak świeże
pragnieniem na twarzy malowane
i jak Piękny Pies
żeńskiego rodzaju
wierna suka
czekam
przeterminowana zjadliwa zazdrosna
bez znieczulenia
i nie słowa w kolejne wersy składam
a emocje tańczące na końcu języka
smutkiem nie gardzę i smutku się nie wyrzekam
wyrzekasz oczyma za mnie
boję się mniej i strachu we mnie więcej
gdy jesteś
oddalony
nie jesteś wszechświecie
Krakowie
ulico kolejna którą nie stopy niosą
a wspomnienia tak świeże
pragnieniem na twarzy malowane
i jak Piękny Pies
żeńskiego rodzaju
wierna suka
czekam
przeterminowana zjadliwa zazdrosna
bez znieczulenia
gin z tonikiem dla Mrozka proszę
bez brody wyglądałbyś jak Mrożek
stan po afazji
jednego dotknięcia tkanki o tkankę
wspólnie pity gin z tonikiem
wszędzie czuje zapach choinki
święta bez uniesień
bez brody wyglądałbyś
jak Mrożek
choć oboje czytamy tylko prozę
ateistyczną
nie widzieliśmy gwiezdnych wojen
bo tutaj
tylko jedna wielka wojna
o miłość
stan po afazji
jednego dotknięcia tkanki o tkankę
wspólnie pity gin z tonikiem
wszędzie czuje zapach choinki
święta bez uniesień
bez brody wyglądałbyś
jak Mrożek
choć oboje czytamy tylko prozę
ateistyczną
nie widzieliśmy gwiezdnych wojen
bo tutaj
tylko jedna wielka wojna
o miłość
ja
człowiekiem w potrzebie
nazywam poezję
niezrozumiałe wersety
ksiąg zakazanych
poezję nazywam mną
którą z łóżka
wstać nie można
krzyczę nienapisanym słowem
bądź
nazywam poezję
niezrozumiałe wersety
ksiąg zakazanych
poezję nazywam mną
którą z łóżka
wstać nie można
krzyczę nienapisanym słowem
bądź
w tę październikową noc
kilka spojrzeń
w głąb duszy wstecz
ludyczny seks
i nastroje nieprzysiadalne
tworzą ambiwalencje jednego
spojrzenia pomiędzy drugim
własny niespełniony harem
i dokonane miłości
mój ból jest wybrany osobiście
mogłabym nawet upaść
i nie wznieść się więcej
ja - kobieta
którą nazywam emocją
układem dynamicznym
tysiące pochodnych
płaczę pragnę i spełniam
w tę pażdziernikową noc
czerwone kolory absolutu
którymi przykrywam się do snu
w głąb duszy wstecz
ludyczny seks
i nastroje nieprzysiadalne
tworzą ambiwalencje jednego
spojrzenia pomiędzy drugim
własny niespełniony harem
i dokonane miłości
mój ból jest wybrany osobiście
mogłabym nawet upaść
i nie wznieść się więcej
ja - kobieta
którą nazywam emocją
układem dynamicznym
tysiące pochodnych
płaczę pragnę i spełniam
w tę pażdziernikową noc
czerwone kolory absolutu
którymi przykrywam się do snu
piosenka o niepewności
niepewnie podchodzę
podniebnie niepewnie
niepewnie cię wielbię
ah blednie lico mi blednie
nie wiem niepewnie
bo pewnie to nigdy
w życiu mym świetnie
ah twarz tylko trochę mi blednie
pytanie zadane dość mętnie
odpowiedź otwarta niepewnie
tak i jest nam świetnie
trochę miłośnie niepewnie
ah blednie mi ciało blednie!
podniebnie niepewnie
niepewnie cię wielbię
ah blednie lico mi blednie
nie wiem niepewnie
bo pewnie to nigdy
w życiu mym świetnie
ah twarz tylko trochę mi blednie
pytanie zadane dość mętnie
odpowiedź otwarta niepewnie
tak i jest nam świetnie
trochę miłośnie niepewnie
ah blednie mi ciało blednie!
radaryjna
przepraszam bardzo
czy jest na sali jakiś trójnóg
ewentualnie dwójnóg brodziasty
ja mam radar
szukam bokserek
przyciagam figi nadrzewne
soczyste ananasy
ze znanego portalu
taka ze mnie dziewiątka
siedmu nieszczęść matematycznych
lustereczko mi sie roztrzaskało
misienie powiedz przecie
znalazlam guziczek
ten fioletowy
co zgubiłam na łące pocałunków
zasznuruje nim usta
poczekam do nieba
na sierpien
rozkiwtnę przebiśniegiem
teraz przebijam
wykłuwam imię na słońcu
gorąco
wspomnieniem ah wspomnieniem
czy jest na sali jakiś trójnóg
ewentualnie dwójnóg brodziasty
ja mam radar
szukam bokserek
przyciagam figi nadrzewne
soczyste ananasy
ze znanego portalu
taka ze mnie dziewiątka
siedmu nieszczęść matematycznych
lustereczko mi sie roztrzaskało
misienie powiedz przecie
znalazlam guziczek
ten fioletowy
co zgubiłam na łące pocałunków
zasznuruje nim usta
poczekam do nieba
na sierpien
rozkiwtnę przebiśniegiem
teraz przebijam
wykłuwam imię na słońcu
gorąco
wspomnieniem ah wspomnieniem
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)